Ekspedycja nr 7


Wolontariusze: Ania Srocka i Mateusz Fórmanowicz


Środa 7:00
Przyjazd do szkoły we Wszedniu. Na placu przed budynkiem czekają już zniecierpliwione dzieciaki oraz nauczyciele. Po szybkim instruktarzu o zasadach bezpieczeństwa w podróży ruszamy, dzieciaki są bardzo podekscytowane i już zadają mnóstwo pytań związanych z wyprawą. Około 13 docieramy do Centrum Nauki Kopernik. Początkowo wszyscy idą w parach ale to nie trwa szybko. Już po kilku minutach każdy jest w innym miejscu, każdy chce wszystkiego dotknąć i sprawdzić jak działają eksponaty. Dużym zainteresowaniem cieszy się składany przenośny most, który sprawia chłopakom trochę problemów. Teraz czas na planetarium. W pierwszej kolejności pokaz gwiazd i kilka ciekawostek związanych nie tylko z naszą galaktyką. Kolejnym punktem w planetarium jest projekcja filmu na temat doboru naturalnego. Już po chwili na sali rozlegają się krzyki. Dzięki projekcji w technice 3D tuż przed naszymi oczyma ukazują się rozmaite niekiedy przerażające zwierzęta. Podczas drogi powrotnej do hotelu największe zainteresowanie budzi Stadion Narodowy.

Czwartek 6:00
Po dość krótkiej nocy, czas na pobudkę. Większość dzieci jest już gotowa do dalszej drogi, ale są i takie, które trzeba jeszcze wyciągnąć z łóżka. Po śniadaniu wyjazd na Politechnikę Warszawską. Pierwszym punktem naszej wizyty na uniwersytecie jest wykład pt.: “Czy dinozaury mogły żuć gumę?”. Tuż po wykładzie warsztatowe, na których wraz z grupą starszych uczestników izolujemy DNA z cebuli.
Nadszedł w końcu czas na ostatni element naszej wyprawy, czyli wizytę w Muzeum Historii m.st. Warszawy. Wraz z dziećmi młodszymi wybieramy się na poszukiwania Bazyliszka w miejskich piwnicach, natomiast starsi poznają historię druku.

Wizyta w muzeum była ostatnim punktem na mapie ekspedycji - czas wracać do domu. Około 20:00 dojeżdżamy do szkoły, gdzie na swoje pociechy czekają już rodzice. Na pożegnanie jeszcze kilka słów podziękowań zarówno od dzieci jak i Dyrektora szkoły oraz nauczycieli, którzy towarzyszyli nam podczas całej wyprawy.

Środa 4.15
Piotr i Leszek z Navegadores oraz ja wyruszamy do Wszednia. Mamy do przejechania 300 km. Chwilę po 7.00 jesteśmy na miejscu. Czekają już na nas: Mateusz – wolontariusz z Zielonej Góry, Przemek – kierowca jumbo jet’a oraz nauczycielki i bohaterowie ekspedycji – 34 dzieci. Krótka instrukcja bezpieczeństwa i ruszamy w drogę do Warszawy. Szybko poznajemy imiona dzieci, podajemy plecaki, picie, jedzenie. Odpowiadamy na wiele różnych pytań: czy daleko jeszcze? ile będziemy jechać? czy to już Warszawa? dlaczego ja mam koszulkę z krótkim rękawem, a pani ma z długim? dlaczego panowie jadą samochodem za autokarem?

Po chwili większość dzieci czyta książeczki. Jedna z pań nauczycielek wzięła ze sobą podręczną biblioteczkę. Kto skończył czytać swoją, zamienia się z koleżanką na inną. Świetnie pomyślane!  Jesteśmy pod wrażeniem! Zaskakuje nas też brak chipsów i napojów gazowanych – to też zasługa pań nauczycielek.

Jesteśmy w Warszawie.
Ruszamy na odkrywanie świata w Centrum Nauki Kopernik. Na początku  dzieciaki chodzą parami, ale po paru chwilach zaczynają testować wszystkie napotkane urządzenia z większą swobodą. Duże  wrażenie robi symulator trzęsienia ziemi, łóżko fakira, latający dywan, „kołowrotek dla chomika”, ogniste tornado. Pękają ze śmiechu, kiedy moje naelektryzowane włosy stają dęba.

Kolejny punkt programu to Planetarium – idziemy oglądać gwiazdy. Pada kilka pytań w stylu – czy można pomyśleć życzenie? Pewnie, że można. Nieważne czy pod prawdziwym niebem, czy pod Niebem Kopernika się je wymyśli, jak się bardzo czegoś chce, to się spełni. Reakcje dzieci w planetarium są niesamowite – szczególnie w trakcie oglądania filmu 3D o Darwinie. W wielkich okularach mali bohaterowie wyglądają kosmicznie. Wyciągają ręce i próbują złapać przelatujące ptaki czy przepływające ryby, piszczą, śmieją się.

Ruszamy do hotelu. Miasto wieczorem robi duże wrażenie. Podoba im się oświetlony Stadion Narodowy, mosty, Zamek Królewski, światła odbijające się w Wiśle.

W hotelu dzieciaki rozchodzą się po pokojach. Duża ilość emocji robi swoje – zmęczone szybko idą spać. Godna podziwu jest samodzielność tych najmłodszych.

Czwartek
Pobudka 6.00. Część dzieci jest już gotowa na następny dzień odkrywania świata. Inne – hmm…- jeszcze smacznie śpią.

Śniadanie i ruszamy na zajęcia na Uniwersytet Dzieci. Dzieciaki zajmują miejsca w auli jak prawdziwi studenci i zaczyna się wykład „Czy dinozaury mogły żuć gumę?”. Mali bohaterowie zadają tysiące pytań, zgłaszają się do różnych zadań – sprawdzają jak działały zęby różnych gatunków dinozaurów, np. za pomocą tarki do jarzyn lub zbieraczki do jagód itp. Druga część zajęć to warsztaty. Najmłodsi sprawdzają, jak działa grawitacja, starsi odkrywają tajemnicę DNA.

Kolejny punkt programu to wizyta w Muzeum Historycznym m.st. Warszawy. Starsi poznają historię pisma i druku oraz sprawdzają jak działa wynalazek Gutenberga - układają czcionki w wierszowniku i robią odbitki na prasie drukarskiej. Młodsi poznają legendy warszawskie o Warsie, Sawie i Bazyliszku.

Na tym niestety kończy się wizyta małych odkrywców w Warszawie. Pełni wrażeń i pozytywnych emocji odwozimy dzieciaki do Wszednia. Widać, że są szczęśliwe i energia nadal je rozpiera. Jedno cieszy najbardziej – ilość informacji, które zapamiętały, jest imponująca. Wzrusza mnie pytanie jednego z najmłodszych uczestników wycieczki: - Proszę pani, a kiedy teraz pani do nas przyjedzie? Ech… i co ja ma odpowiedzieć…

Po 20-tej jesteśmy przed szkołą. Żegnamy się z dziećmi i nauczycielkami. Zmęczeni i szczęśliwi postanawiamy wrócić do Warszawy dopiero następnego dnia.

A w piątek rano mamy prawdziwą „drogę mleczną” do Warszawy.

Blog ekspedycji…