Ekspedycja nr 8


Wolontariuszki: Małgosia Orzechowska, Małgosia Jankowska


5 listopad 2013, dzień przed pierwszą ekspedycją do Krakowa
Zbiórka ekipy w hotelu przed podróżą w Bieszczady. O czym myśli wolontariusz? Jak to będzie… Czy dzieciaki nam zaufają… Czy damy radę… Wreszcie jesteśmy w komplecie: 2 Gośki wolontariuszki, Navegadores w składzie Piotr i Kuba, oraz Łukasz-fotograf i najważniejszy Przemek – kierowca eduBudzikowego JamboJet’a. Mocna kawa i ruszamy. Wiem, że Bieszczady są daleko, ale ta podróż nie ma końca, dobrze, że w doborowym towarzystwie czas mija jakoś tak szybciej. Dogrywamy szczegóły i ustalamy plan działań. Wreszcie jesteśmy. Wspólna kolacja, ale wszyscy wiemy, że nie ma czasu na nocne rozmowy, bo pobudka już o 4:30. Noc mija nam wyjątkowo szybko ;)

6 listopad, 5 rano – start
Pada. Pierwsza szkoła – Krościenko. Na pokład wsiada 3 klasa – 5 dzieci i pani Dyrektor. Czekamy na kontrolę bezpieczeństwa prowadzoną przez Policję. Hmmm, zostaliśmy bardzo dokładnie sprawdzeni. Trwało to godzinę… ale przynajmniej mamy pewność, że jesteśmy gotowi w 100%. Pędzimy do drugiej szkoły – Hoszów. Znowu 3 klasa – 4 dzieci i pani Dyrektor. Kolejna szkoła na naszej liście jest w Polanie, tutaj już wsiada większa ekipa reprezentująca klasy od 4 do 6 i dwie panie nauczycielki. W Berezce – ostatnim naszym przystanku – wypełniamy autobus do ostatniego miejsca. Znowu klasy od 4-6 i dwie Panie nauczycielki. Jesteśmy w komplecie – 41 dzieci na pokładzie. Przemek, ruszajmy zdobywać Kraków. Wolontariuszki przejmują władze w autobusie, krótki instruktaż bezpieczeństwa, prawie jak na pokładzie samolotu, sprawdzamy czy wszyscy (panie też) mają zapięte pasy. Nie obejdzie się bez dłuższego postoju na trasie. Wykorzystujemy go na rozprostowanie kości, niewielki rozruch i rozdanie koszulek oraz czapek. Wreszcie docieramy do królewskiego miasta. Najpierw szybki obiad i lecimy zobaczyć co nas czeka w Muzeum Lotnictwa. Zaczyna się standardowo, pan przewodnik opowiada o historii lotnictwa, pokazuje co ciekawsze eksponaty, żeby zaraz potem wyciągnąć nas na zewnątrz. A na dworze możemy wejść na pokład helikoptera, usiąść za sterami i przy okazji usłyszeć kilka ciekawostek. Kolejny punkt programu – żyroskop. Jacyś chętni? Oczywiście, prawie wszyscy. Na twarzach dzieci radość miesza się z niedowierzaniem i odrobiną strachu. Ale skoro inni dali radę to ja też… Część chłopców usiadła do symulatora lotów i … tak została na dłużej. Empiryczne poznawanie lotnictwa jest fajne. Zdjęcia są tego najlepszym dowodem.

Pakujemy się do autobusu i jedziemy. Dalej pada. Co teraz? Krótka narada, bo do kolejnego muzeum trzeba będzie kawałek przejść. Muzeum Historyczne Miasta Krakowa – Podziemia Rynku. Przechodzimy przez kurtynę parową i nagle znajdujemy się w zupełnie innym świecie, słyszymy przekupki krakowskie, oglądamy teatrzyk o smoku krakowskim i dzielnym Kraku, bawimy się w wirtualnej kałuży i widzimy jak przenikają się dwa światy – średniowiecze z XXI wiekiem. Zważyliśmy się na wadze miejskiej w cetnarach, kamieniach i funtach. „I jak dzieciaki, podobało się?” – „Taaaaak” i tutaj następuje wyliczanie atrakcji, które wywarły na nich największe wrażenie. Kończymy na dziś, pora jechać na kolację. Wieczór w hotelu też pełen wrażeń. Dla niektórych to pierwszy pobyt poza domem bez rodziców. Taka noc w hotelu to dopiero przygoda!

7 listopad, pobudka, śniadanie i jedziemy dalej
Dzisiaj ścianka wspinaczkowa. Przywitała nas świetna ekipa z „Avatara”. Zajęli się naszą wesołą grupą już od samego wejścia. Krótka rozgrzewka, wytyczne i dzielimy się na mniejsze zespoły. Dzisiaj wszyscy są bohaterami. Do wyboru mamy mnóstwo podejść, różne wysokości i różne stopnie trudności. Każdy z naszych małych bohaterów pokonuje ściankę! Jedna z wolontariuszek też ;] ale największym bohaterem zostaje Łukasz – nasz fotograf. Żeby zrobić dzieciakom świetne zdjęcia, ubiera się w uprząż, i wspina…. wspina… żeby zawisnąć gdzieś na szczycie ścianki i dokumentować małych zdobywców. I najpiękniejsze co może być dla wolontariusza – „proszę Pani, a ja tam weszłam, tam na górę”. Radość. Powoli kończymy, kilka ćwiczeń na rozluźnienie mięśni i do autokaru. Uniwersytet czeka. Jedziemy na kampus UJ. Idziemy na pierwszy wykład. Dlaczego mydło myje? Okazuje się, że można to wytłumaczyć w bardzo ciekawy i prosty sposób, a ponadto ile przy tym dobrej zabawy. Na kolejne zajęcia dzielimy się w grupy. Młodsi idą się dowiedzieć, dlaczego brzuch trawi, a starsi dlaczego wulkany wybuchają. W trakcie zajęć okazuje się, że młodzi Odkrywcy posiadają ogromną wiedzę i odpowiadają na pytania, na które niejeden dorosły nie znałby odpowiedzi. Może część określeń i wyrazów jest na razie za trudna do zapamiętania, ale ogólne zasady są jasne i można to opowiedzieć swoimi słowami. „Czy ktoś chciałby tu jeszcze wrócić?” Podnosi się kilka rąk i słychać: „no, ale to już na studia”. Jeszcze tylko obiad na terenie Uniwersytetu i pora wracać do domu. Pakujemy się do autokaru i ruszamy. Jak to jest, że droga powrotna zawsze mija szybciej? Pora się pożegnać. Po kolei zatrzymujemy się pod szkołami wokół Zalewu Solińskiego. Na pamiątkę każdy otrzyma jeszcze NG Odkrywcę, żeby rozbudzać ciekawość i inspirować do dalszych działań. Parkujemy JamboJet’a jest północ.

Wszystkiego najlepszego Gośka, bo chyba się właśnie skończyły moje urodziny – lepszych sama bym sobie nie wymyśliła. Najlepszy prezent to te uśmiechy i iskra w oku.

Blog ekspedycji…