Ekspedycja nr 2


wolontariuszki: Ania Grabarczyk, Karolina Ksieniewicz, Beata Krzemińska, Paulina Ciećko


Obejrzyj foto-relację z całego wyjazdu!

17.09 Wtorek, godzina 13.10
Chmury, deszcz, w biurze nawał pracy, a my – rozemocjonowane - pakujemy się do samochodu. W głowach tysiące myśli: czy wszystko spakowane? jak tam będzie? czy damy sobie radę? Ze Straszyna do Żytkiejm jest 7 godzin jazdy – nasze GPS-y rozgrzane do czerwoności, ale drogę wskazują bezbłędnie. Dojeżdżamy na nocleg. Gościniec czeka z gorącą kolacją, która jest cudownym przywitaniem  po ulewnej podróży. Po kolacji żołnierska odprawa z Navegadores – precyzyjne układanie w głowach planu ekspedycji i powracające pytanie: czy na pewno wszystkiemu podołamy?

18.09 Środa, 3.45 (rano!!!)
Pobudka! Szybka kawa, lekkie śniadanie i marsz do autokarów. W autokarze sen odszedł momentalnie, ustępując miejsca adrenalinie. Ruszamy. Pół godziny drogi do Żytkiejm, czyli jeszcze pół godziny odpoczynku. A tu niespodzianka! Pierwszy stres! Przed nami wiadukt, pod którym mogą przejechać pojazdy do 3,5 m wysokości. A nasz cudowny i najpiękniejszy eduBudzikowy autokar ma 3,65 m wysokości! Zapadła cisza. Jako pierwszy zimną krew odzyskuje Piotr, operator z Navegadores. W porannym deszczu wspina się na wiadukt, by ocenić sytuację. Ryzykujemy, przejeżdżamy, musimy się zmieścić. Nie ma innej drogi. Kierowca, jak krawiec z miarką w oczach, centymetr po centymetrze prawie bezszelestnie „przesuwa” autokar pod wiaduktem. Idealnie!
Pod szkołą czeka już spora gromadka dzieci z rodzicami. Powitanie, chowanie bagaży, poznawanie siebie nawzajem. Potem omówienie zasad bezpieczeństwa, tak aby każdy wiedział, co może, a co jest niewskazane. To wyjazd edukacyjny, więc każda forma edukacji jest tu wagę złota.

Po kilku minutach znamy już wszystkie dzieciaki, wiemy, które z nich może mieć problemy podczas jazdy, komu trzeba pomagać bardziej niż innym. Droga mija więc w miarę szybko  i naprawdę sympatycznie, a jej rytm wyznaczają niekończące się pytania w stylu:
- daleko jeszcze?
- a możemy zatrzymać się na siku?
- a możemy mi pani podać plecak?
- a może pani odłożyć plecak?
- a czy pan kierowca może włączyć bajkę?
- a co tam będziemy robić?
- a możemy sobie coś kupić?”

I tak dalej, i tak dalej… Cierpliwie odpowiadamy na każde pytanie, dzieci nie dadzą nam się nudzić...

Centrum Nauki Kopernik, 15.00
Gdzie spojrzeć, gdzie podejść? „Proszę pani, a czy mogę to dotknąć, a mogę to zobaczyć, a mogę pójść tam?”. Sto pytań na minutę, szczery zachwyt, ciekawość świata! Tu najbardziej skryte dziecko po chwili zmienia się w odważnego odkrywcę! Słuchają, oglądają, dotykają. Wszystko jest niecodzienne i niezwykłe. Z radością podbiegają do kolejnych urządzeń i widać ogromne zaciekawienie na ich twarzach. Mimo tylu atrakcji, podczas kolejnego ustawiania w pary i odliczania wykazują się dużym zrozumieniem - dyscyplina to ich mocna strona. Dogadujemy się  w tym względzie wzorowo.

Hotel, 20.00
Nocleg w hotelu - kolejne wyzwanie dla opiekunów. Nasze myśli skupiają się tylko wokół czarnych scenariuszy...  Jak to będzie? Na pewno nie uda nam się ani chwili odpocząć, na pewno dzieci będą wychodziły z pokoju, wariowały po korytarzach.  I tu znów ogromne zaskoczenie! Dwa obchody po pokojach i zapada cisza.  Jeszcze przez kilka chwil słychać pojedyncze głosy, ale i one koło 23 cichną. Zmęczenie bierze jednak górę. A my w przekonaniu, że ta wspaniała dyscyplina, to zasługa tylko i wyłącznie naszych autorytetów, również udajemy się na zasłużony odpoczynek. Navegadores jeszcze czuwa…

19.09 Czwartek, 6.30
Pobudka. Przemarsz po pokojach i budzenie. Dzieci nie stawiają oporu. Zaskakuje mnie ich niezwykła samodzielność. Nawet te najmłodsze same ścielą łóżka, pakują się i o wyznaczonej godzinie schodzą na śniadanie. Widać, że śpieszno im do kolejnych ciekawych zajęć!

Politechnika Warszawska, 9.00
Sala wykładowa, dzieci jak prawdziwi studenci, pięknie ubrane w eduBudzikowe zielone koszulki, z zaciekawieniem czekają na rozpoczęcie wykładu. Temat przerósł moje najśmielsze oczekiwania, miałam wrażenie, że został przygotowany z myślą o mnie, czyli o osobie, która wprost nie znosi owadów, pajęczaków i innych rozbieganych „potworów”. Ale wykładowca-pasjonat pomaga mi spojrzeć na te żyjątka z innej perspektywy i nawet czuję lekką ulgę. Nie trwa ona długo, bo okazuje się, że teraz będziemy oglądać żywe okazy… o nie, dziękuję! Jak dla mnie teoria zupełnie wystarczy. Natomiast  dzieci słuchają, zgłaszają się, podchodzą i… bez cienia lęku głaskają te małe potwory! Wszyscy oglądają  „żywe eksponaty” z ogromnym zainteresowaniem i tak naprawdę jako jedyna w tej grupie wychodzę na dziwadło...

W kolejnej części dnia - warsztaty. Dla młodszej grupy inny temat, dla starszej inny, ale oba zespoły również przejęte i zaangażowane w pracę.
W drodze powrotnej, mimo zmęczenia, dzieciaki ciągle opowiadają, jak bardzo żałują, że taka fajna wyprawa trwa tylko dwa dni. To dla nas najlepszy komplement! Duże wrażenie zrobiła na mnie ta spontaniczna radość z poznawania nowych miejsc, sytuacji, autentyczna chęć pochłaniania wiedzy i współpracy. Bezcenne doświadczenie.

Dojeżdżamy. Dzieci zostają odebrane przez rodziców, większość dziękuje nam za opiekę, za miło spędzony czas. Na koniec pożegnanie z nauczycielkami, z którymi podczas tych dwóch dni niemal się zaprzyjaźniłyśmy. Wyściskane, z żalem przyjmujemy do wiadomości fakt, że to już koniec  wspólnej przygody. Aż tu nagle zza samochodu wyłania się wieeeeeeeeelki sękacz! To jedna z nauczycielek upiekła go wcześniej, a teraz przywieziony przez jej męża, trafia do naszych rąk z podziękowaniem za pomoc w opiece nad grupą. To się nazywa pożegnanie z klasą!
Do domu wracamy w piątek, co prawda niewyspane, ale za to z poczuciem spełnienia. Nie wyobrażam sobie, żeby nas tam nie było.

Może dasz się nakręcić na kolejną wyprawę z eduBudzikiem?

Ania Grabarczyk

Blog ekspedycji…