Ekspedycja nr 5


Wolontariuszki: Anita Kadłubiska i Justyna Grzybowska


Dzień pierwszy – Anita Kadłubiska

Uzbrojone w doświadczenia naszych koleżanek i kolegów, którzy wzięli udział we wcześniejszych ekspedycjach, pełne optymizmu wyruszamy z Justyną i ekpią Navegadores - Piotrem, Jackiem i Tomkiem - na przygodę edukacyjną. Pierwszy przystanek naszej podróży - szkoła w Żegotach. Na pokład granatowo-zielonego „jumbojeta” wsiada 8 młodych, ciekawych świata edubudzikowych odkrywców. Poznajemy się nawzajem. Wiemy, kto biega najszybciej, od której z dziewczynek można przepisać najlepsze notatki z lekcji, jakie sprawności chłopcy zdobyli na obozie strażackim, kto lubi plastykę - jednym słowem odkrywamy mocne strony naszych podopiecznych. Podróż mija spokojnie do momentu, gdy Szymek nieśmiało mówi, że źle się czuje. Jeszcze w zeszłym tygodniu był mocno przeziębiony, ale na myśl o podróży wyzdrowiał. Po konsultacji z pediatrą przychodzi trudny moment dla nas opiekunów - musimy powiedzieć Szymkowi i jego przyjaciołom, że niestety nie może on dalej jechać. Tryskają łzy - ledwo powstrzymuję swoje. Szymek podejmuje męską decyzję. Wie, że nie może narazić koleżanek i kolegów z klasy oraz dzieci z Zabiela, które zaraz mają do nas dołączyć, na przerwanie podróży. Wspierany przez przyjaciół deklarujących kręcenie filmów z odwiedzanych miejsc, łączność telefoniczną oraz przywiezienie pamiątek, musi zrezygnować z dalszej podróży. Rozdzielamy się: Justyna w towarzystwie Jacka i Tomka jedzie do następnej szkoły. Piotr i ja odwozimy Szymka do domu.

Ponownie spotykam się z całą grupą pod Centrum Nauki Kopernik. Próbuję poznać 31 odkrywców z Zabiela i zapamiętać ich twarze i imiona. Techniki pamięciowe zawodzą, dobrze, że dzieci wyróżniają z tłumu zielone koszulki i czapeczki. Przy wejściu na antresolę czeka mnie nowe wyzwanie. W mojej podgrupie musimy zmierzyć się z lękiem wysokości. Koło ratunkowe - telefon do przyjaciela, architekta. Tłumaczę, jak konstruuje się takie budynki, ilu wyliczeń to wymaga, jakie względy bezpieczeństwa muszą być spełnione. Jacek opowiada, że po takim piętrze to nawet ciężarówka mogłaby jeździć. Uff, udaje się! Wjeżdżamy windą z szalikami na oczach, trzymając się za ręce. Pędem biegniemy do przemiłej animatorki. Pani Agnieszka na loterii wygrała pokłady cierpliwości i z uśmiechem odpowiada na każde pytanie.

Moc wrażeń powoduje, że nasi odkrywcy z wypiekami na twarzy biegają od eksponatu do eksponatu. Oglądają tęczę, przeżywają trzęsienie ziemi, poznają działanie siły Coriolisa, produkują prąd wykorzystując siłę swoich rąk i nóg. Okazuje się, że każdy z nich jest fakirem i może spać na łóżku z gwoździ. Dzieje się dużo, wszyscy mamy wypieki na twarzach.
Przed nami wizyta w Planetarium. W trójwymiarowych okularach wyglądamy jak wielkie owady :) i przenosimy się w przestrzeń międzygalaktyczną. Chwila wytchnienia dla opiekunów . Myślę sobie, będzie z górki. Ale gdzie tam, akcja „zaginiony portfel” zmusza do szaleńczych biegów po centrum nauki. Nie ma jednak z nami jasnowidza i portfela nie udaje się odnaleźć. Dobrze, że to nie kamera, na której przyjaciele Szymka kręcili film dla niego. Zanim zdobędą nagrody za reżyserię, zdjęcia i efekty specjalne muszą się jeszcze trochę podszkolić. Ja jednak w nich wierzę.

Jesteśmy w hotelu. Dzielny pan recepcjonista sprawnie rozdziela pokoje, w których instalują się odkrywcy.  Hotelowe kapcie robią furorę! Do prawdziwej wieczornej ciszy musi upłynąć jeszcze trochę czasu. Chciałabym wiedzieć, skąd dzieci biorą taką energię? Chętnie podłączyłabym się do tego źródła. Zanim nastanie cisza, na niektórych drzwiach pojawiają się kartki - prosimy nie przeszkadzać. Uśmiechamy się pod nosem i szanujemy wolę naszych podopiecznych, no chyba, że jest za głośno ....

Czas na odpoczynek dla opiekunów. Padam nieżywa. Dopiero rano dowiaduję się o pewnym strasznym pająku, który wyszedł spod łóżka. Co ciekawe pająk napędził strachu chłopcom, którzy poprzedniego dnia świetnie się bawili sztuczną tarantulą o niezliczonej ilości parapodiów.

Dzień pierwszy przyniósł nam wiele atrakcji. Największą z nich był uśmiech na twarzach młodych odkrywców!

Dzień drugi – Justyna Grzybowska

 5:30 pobudka! Jakaś krótka ta noc....Budzimy dzieciaki - większość już gotowa do drogi, ale niektórych trzeba wyciągać z łóżka. Spotykamy się na śniadaniu, gdzie największą popularnością cieszy się jajecznica przygotowana przez naszych kucharzy. O 7:30 wyjazd z hotelu na Uniwersytet Dzieci i dłuuuugi przejazd przez zakorkowaną Warszawę, w której największy podziw budzi Stadion Narodowy. Na pierwszy ogień idą dinozaury. Nasi odkrywcy dowiedzą się “czy dinozaury mogły żuć gumę?”. To niezwykle ciekawy wykład, w którym dzieciaki biorą aktywny udział. Sprawdzają różne rodzaje zębów i sposób ich wykorzystania. Następnie dzielimy się na grupy i ruszamy na warsztaty. Jedna grupa ma za zadanie sprawdzić, czy można zobaczyć DNA gołym okiem. Udało nam się samodzielnie wyselekcjonować DNA z cebuli! Młodsze grupy mają do rozwiązania poważny naukowy problem: “Dlaczego jabłko spadło Newtonowi na głowę?” Po zakończonych warsztatach, pełni wrażeń ruszamy do Muzeum Historycznego m.st. Warszawy. Starsza grupa ma wykład z historii druku, a potem może wypróbować działanie średniowiecznej drukarni. Młodsza grupa miło spędza czas słuchając opowieści o Warsie i Sawie. Tak kończy się nasza wizyta w Warszawie i trzeba wracać do domu.

Droga powrotna upłynęła nam przy dźwiękach muzyki puszczanej z telefonów (kilku na raz) oraz konsumpcji chipsów i napojów gazowanych. O 19:00 pożegnaliśmy pierwszą grupę odkrywców. Na pożegnanie wszyscy otrzymali kolekcjonerską wersję magazynu National Geographic ODKRYWCA, żeby mogli rozwijać swoje zainteresowania. Około 22:00 dotarliśmy do Żegot i przekazaliśmy rodzicom ostatnią grupę młodzieży. Dzieciaki na koniec zaśpiewały naszemu kierowcy, panu Przemkowi, piosenkę pt.: “Jesteś szalony!”, żeby podziękować mu za bezpieczny powrót do domu. Zmęczeni, ale pełni wrażeń wróciliśmy do domów. Dzień drugi przyniósł nam wiele atrakcji. Największą z nich był uśmiech na twarzach młodych odkrywców!

Blog ekspedycji…